Reklama

Książę Henryk stracił głowę!

2018-05-09 10:54

Monika Łukaszów
Edycja legnicka 19/2018, str. IV

Monika Łukaszów
Wojownicy tatarscy gotowi do bitwy

Pokazy walk rycerskich, turniej ognia, pokaz tańców średniowiecznych i wykłady o tematyce historycznej – to tylko niektóre z atrakcji Pikniku Historycznego, który w dniach 4-5 maja odbył się na Legnickim Polu

Okazją do świętowania była 777. rocznica bitwy, która 9 kwietnia1241 r. odbyła się na legnickich polach. Wtedy to polskie i europejskie rycerstwo stoczyło bitwę z armią mongolską. Wydarzenie to zapisało się w historii jako jedno z największych w obronie wartości chrześcijańskich. W bitwie poległ książę Henryk Pobożny, syn św. Jadwigi. Choć bitwa była przegrana, jednak walka w obronie wolności, wiary i chrześcijańskiej kultury Śląska i Polski zatrzymała pochód Mongołów na zachód Europy.

Upamiętniając to wydarzenie, tak jak kiedyś, tak i dziś Mongołowie rozbili swoje jurty na Legnickim Polu i stoczyli walkę z rycerstwem, podczas inscenizacji bitwy z 1241 r. Byli rycerze chrześcijańscy oraz wojownicy mongolscy na koniach. Stoczyli bitwę, podczas której na polu walki padł książę Henryk Pobożny, a jego ciało pozbawione głowy rozpoznała po sześciu palcach u lewej nogi jego żona księżna Anna.

W inscenizacji wzięło udział blisko 200 osób, w tym kilka grup rekonstrukcyjnych z całej Polski oraz grupa z Węgier. Tłumy ludzi, którzy ściągnęli z całego regionu legnickiego i nie tylko, obejrzały wielkie widowisko historyczne. Wśród publiczności były osoby, które od trzech lat uczestniczą w tym spotkaniu, ale były też i takie, które po raz pierwszy oglądały rekonstrukcję bitwy. Zarówno jedni, jak i drudzy mówią, że takie spotkanie to poza widowiskiem, także wielka lekcja historii.

Reklama

– Z roku na rok obserwujemy coraz większe zainteresowania naszym wydarzeniem. Cieszy mnie to bardzo i chciałbym, aby co roku takie wydarzenie się odbywało i cieszyło się jeszcze większym zainteresowaniem. Jest to wielka promocja dla naszej Gminy – mówi wójt Henryk Babuśka.

Zobacz zdjęcia: Książe Henryk stracił głowę

Przez dwa dni Legnickie Pole przenosiło się w czasy średniowiecza. W centrum miejscowości, na placu przed tutejszą bazyliką powstała średniowieczna osada. Tuż obok rozbiły się obozy rycerstwa chrześcijańskiego i mongolskiego. Tam odbywały się pokazy walk rycerskich, turniej bojowy i łuczniczy, który wzbudził wielkie zainteresowane wśród oglądających. Spacerując uliczkami tej niewielkiej miejscowości, można było spotkać damy dworu, rycerzy czy też mongolskich wojowników, a nawet samego Henryka Pobożnego.

Organizatorzy przygotowali wiele atrakcji, każdy znalazł coś dla siebie. Można było także upiec sobie podpłomyki, wybić średniowieczną monetę, uczyć się kaligrafii, samemu zrobić papier, a nawet ulepić garnek. Był też pokaz tańca średniowiecznego i każdy chętny mógł popróbować w nim swoich sił. Jak się okazało, znalazło się wielu chętnych wśród publiczności, którzy z chęcią uczyli się średniowiecznych kroków tanecznych, które – jak zgodnie mówili – wcale nie były takie trudne. Dla miłośników muzyki były też koncerty muzyki dawnej. Wystąpiła m.in. Kapela Drewutnia, Zespół Dziwoludy i Zespół Irdorath.

Warto dodać, że organizatorem wydarzenia „1241 Legnickie Pole – tu można stracić głowę” był Wójt Gminy Legnickie Pole oraz Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Legnickim Polu.

Jak zapewniają organizatorzy, już za rok Henryk II Pobożny znów stawi czoła ordom tatarskim, podczas kolejnej bitwy na legnickich polach.

Tagi:
piknik

IV Piknik Historyczny w Brodziakach

2017-10-18 14:08

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 43/2017, str. 6

Tradycją jest już, iż na początku października plac przy leśniczówce w Brodziakach staje się miejscem powrotu do historii z czasów II wojny światowej. Już po raz czwarty odbył się tam piknik historyczny, którego organizatorem jest Ochotnicza Straż Pożarna w Brodziakach przy współudziale gminy Biłgoraj i Gminnego Ośrodka Kultury w Biłgoraju

Joanna Ferens
Zrekonstruowany obóz porucznika „Corda”

Jednym z organizatorów wydarzenia jest Dominik Róg, który wyjaśnił, jakie cele zostają zrealizowane podczas imprezy. – Przede wszystkim zależy nam na edukacji historycznej dzieci i młodzieży poprzez przekazywanie historii w sposób atrakcyjny, gdyż mogą oni posłuchać naocznych świadków tamtych wydarzeń, zobaczyć na własne oczy, jak wyglądał obóz partyzancki, bitwa partyzancka, a także broń i umundurowanie. Ponadto chcemy, aby młode pokolenie utrwalało w sobie wartości patriotyczne, aby miało świadomość swojej tożsamości, aby wiedzieli, kim są i aby w końcu w przyszłości przekazali to następnym pokoleniom. Temu dzisiejszemu spotkaniu z historią przyświeca również cel charytatywny, gdyż chcemy pomóc naszemu koledze z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Wir”, który jest z nami od początku naszych pikników. On zawsze nas wspierał, dlatego my też chcemy mu teraz pomóc w chorobie.

Punktem kulminacyjnym imprezy było widowisko historyczne przygotowane przez wspomnianą GRH „Wir” z Biłgoraja, której przedstawicielem jest Andrzej Sokal. W inscenizacji przedstawiono wydarzenia rozgrywające się w obozie „Corda” w 1944 r. Na podstawie relacji Stanisława Skubisa, ostatniego żyjącego partyzanta z oddziału „Corda”, przez Dominika Roga został napisany scenariusz z tego wydarzenia i stanowił on pierwszą część inscenizacji. Druga część widowiska oparta została na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce 21 czerwca świtem, niedaleko Biłgoraja, na łąkach nieopodal miejscowości Wolaniny. Niemcy weszli do lasów, otoczyli lasy w tzw. kocioł, wyszli na łąki, a tam zaatakowali ich partyzanci.

O potrzebie uczestnictwa w takich spotkaniach powiedziała „Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej” poseł na Sejm RP Agata Borowiec. – Warto uczestniczyć w takich spotkaniach, bo zaangażowania i pasje uczestników i organizatorów tego wydarzenia tworzą niewątpliwie wspaniałą lekcję historii dla dzieci i młodzieży. Takie lekcje historii są potrzebne, abyśmy wiedzieli, skąd się wzięliśmy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Jesteśmy Polakami, patriotami i musimy wiedzieć o naszej historii jak najwięcej – wskazała.

Spotkania z historią to w gminie Biłgoraj już tradycja, co podkreśla dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Biłgoraju, Celina Skromak. – Bardzo się cieszymy, że takie żywe lekcje historii odbywają się w naszej gminie. Wyjątkowość tej imprezy polega na tym, że jest to lokalna inicjatywa, która włącza do działania uczniów szkół z terenu gminy Biłgoraj, a wszystko po to, aby ta historia stała się nam wszystkim bliska, łatwa do poznania, a przez to ciekawa i pasjonująca – podkreśliła.

Podczas wydarzenia odbył się konkurs piosenki wojennej i partyzanckiej. W programie znalazły się opowieści wojenne i dzieje Brodziaków, Edwardowa i Smólska, a także historie partyzantów opowiadane przez członków Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Imprezie towarzyszyła wystawa starych fotografii oraz wspólne śpiewanie przy ognisku z zespołem Więź z Soli. Dzieci mogły wziąć udział w konkursach plastycznych i sportowych. Ponadto można było zwiedzić obóz partyzancki, spróbować wojskowej grochówki i obejrzeć wystawę broni i umundurowania. Oprócz tego odbywał się także kiermasz książek oraz ciast, przygotowany przez członków Ochotniczej Straży Pożarnej i Związku Młodzieży Wiejskiej w Brodziakach, zaś dochód z kiermaszu został przeznaczony na leczenie Krzysztofa Klimeckiego, wspomnianego członka GRH „Wir”, który choruje na dystrofię mięśniową. Terapia komórkami macierzystymi, którą Krzysztof przechodzi, jest bardzo kosztowna.

– Dzięki młodzieży wiejskiej, strażakom ochotnikom i współpracy z gminą Biłgoraj już od lat podejmowana jest inicjatywa, by powspominać historię, spotkać się w niedzielne popołudnie i na tle wydarzeń historycznych przekazywać wartości patriotyczne. Jak widać, mieszkańcy Brodziaków, Biłgoraja i okolicznych miejscowości potrafią się zintegrować, spotkać się na wydarzeniu kulturalnym, aby nie tylko spędzić miło czas, ale przede wszystkim mówić o historii swojej okolicy dzieciom i młodzieży – odsumował wójt gminy, Wiesław Różyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dr Wanda Półtawska: chciałam nauczyć ludzi, że nie są urodzeni, tylko stworzeni

2018-05-23 21:46

abd / Warszawa (KAI)

Ja chciałam nauczyć ludzi, że nie są urodzeni, tylko stworzeni. Ale to nie jest moja nauka, tylko nauka Kościoła rzymskokatolickiego, w wydaniu ks. Karola Wojtyły, którego spotkałam zaraz po tym, jak skończyłam studia – tak o swojej misji mówiła dr Wanda Półtawska podczas spotkania autorskiego zorganizowanego w duszpasterstwie oo. dominikanów w Warszawie przy ul. Freta. Odbyło się ono z okazji promocji najnowszej książki dr Półtawskiej „Genealogia divina. Boże pochodzenia człowieka”, wydanej nakładem Edycji św. Pawła.

B. M. Sztajner/Niedziela

Tłumy warszawiaków zebrały się w środowy wieczór w sali prowincjalskiej duszpasterstwa oo. dominikanów przy ul. Freta w Warszawie na spotkaniu autorskim z dr. Wandą Półtawską, przyjaciółką św. Jana Pawła II, obrończynią życia i specjalistką w dziedzinie psychiatrii. Okazją do spotkania była promocja najnowszej książki dr. Półtawskiej pt. „Genealogia divina. Boże pochodzenie człowieka”, będącej zbiorem wykładów poświęconych małżeństwu i rodzicielstwu.

Wprowadzając w temat spotkania, jego moderator o. Stanisław Tasiemski OP przypomniał na wstępie, że przez całe życie, w różnych jego kontekstach, dr Wanda Półtawska stawia pytanie o to: „kim jest człowiek” i wokół tego pytania buduje nauczanie o wartości ludzkiego życia i podejmowanych przez człowieka wyborów.

„Gdzie tkwi tajemnica szczęścia, powodzenia, sukcesu ludzkiego życia, do którego często dążymy za wszelką cenę? (…) Jak być w pełni kobietą, mężczyzną i ojcem?” - wyliczał możliwe do zadania w tym kontekście pytania dominikanin, zaznaczając zarazem, że wszystkie słowa wydają się zbędne w sytuacji, w której nadarza się okazja, by oddać głos dr. Półtawskiej.

W swoim wystąpieniu autorka wyjaśniała genezę powstania książki, a także inspiracje, które towarzyszą jej w wieloletniej pracy z młodzieżą i młodymi małżonkami.

„Na początku, kiedy wróciłam z wojny po różnych perypetiach, postanowiłam, że będę lekarzem, choć wcześniej nie miałam takiego zamiaru. Wojna mnie do tego namówiła. Z medycyny postanowiłam wybrać najbardziej humanitarną dziedzinę: psychiatrię juwenilną. Ja jestem specjalistka od młodzieży” - wyjaśniała na wstępie, podkreślając, że to właśnie ludzie młodzi i znajdują się w centrum jej zainteresowania i prowadzili ją od tzw. trudnej młodzieży, do trudnych rodziców i rodzin. Podkreślała też, że rozwój człowieka, który jest przedmiotem jej zainteresowań naukowych, jest wpisany w boskie pochodzenie człowieka, który – stworzony z jednej komórki – jest przez Boga powołany do rozwoju.

„Ja chciałam nauczyć ludzi, że nie są urodzeni, tylko stworzeni. Ale to nie jest moja nauka, tylko nauka Kościoła rzymskokatolickiego, w wydaniu ks. Karola Wojtyły, którego spotkałam zaraz po tym, jak skończyłam studia” - mówiła, zaznaczając, że jako młody ksiądz, Karol Wojtyła opiekował się służbą zdrowia i medycyną, a więc obszarami, które znajdowały się także w jej zainteresowaniu, co zapoczątkowało ich wieloletnią współpracę i przyjaźń budowaną na wspólnej trosce o człowieka.

Mówiąc o osobistych inspiracjach zaczerpniętych od Karola Wojtyły, dr Półtawska wspominała też zainteresowania przyszłego papieża filozofią personalistyczną, która stała się dla niej inspiracją do stworzenia sposobu pracy z trudną młodzieżą i trudnymi rodzinami. Przywołała też dwa zdania Wojtyły, skierowane do uczestników małżeństw przeżywających trudności, które dla niej stały się podstawą wieloletniej pracy z małżonkami: „Najpierw zróbcie sobie program minimalny. Niczego sobie wzajemnie nie niszczcie. To nie jest program pozytywny, to jest program minimalnie negatywny. (…) A drugie zdanie brzmiało: jest jedno wyjście: furtka pokory. Niechaj każde z was uklęknie i powie: moja wina. Bo póki mówisz: twoja wina, nie masz żadnego wyjścia”.

Przechodząc od osobistych inspiracji, do motywów, które kierowały nią podczas pisania książek, podkreślała, że chciała, zachęcić młodych ludzi do czytania dokumentów przygotowywanych najpierw przez biskupa, a następnie przez papieża Wojtyłę, które były owocem jego wieloletnich doświadczeń pracy, m.in. z młodzieżą. Wśród tych dokumentów wymieniła m.in. „Miłość i odpowiedzialność”, papieską publikację, którą określiła określiła jako lekturę obowiązkową, a także list Jana Pawła II do rodzin.

„Ta książka, to jest po prostu skrypt dla moich dawnych studentów” - mówiła, zdradzając, że składają się na nią wykłady, które niegdyś głosiła studentom, a których treść skrzętnie udokumentowała Ewa Ablewicz-Rzeczkowska. Przekonywała, że poznawanie nauczania Kościoła o człowieku, wykładanego m.in. przez Jana Pawła II, to droga do szczęścia i świętości dla każdego.

„Jeżeli nie rozumiecie, kim jesteście, nie możecie być szczęśliwi” - mówiła, zwracając uwagę, że to nie entuzjazm względem osoby papieża, ale świadome zgłębianie jego nauczania jest najistotniejsze.

„Po raz pierwszy w historii świata papież Jan Paweł II wymyślił Światowe Dni Młodzieży. I wy wszyscy chcecie tam jechać, śpiewać mu Barki, ale dalej go nie chcecie czytać i nic nie wiecie!” - mówiła. Przypominała, że w tym nauczaniu jest zawarta papieska recepta na świętość rodziny, jaką jest świętość rodziców, której świadkami są dzieci. „Dzieci mają obserwować świętość rodziców, a nie awantury i krzywdy”. Za Karolem Wojtyłą przypominała także o świętości ciała ludzkiego. „Człowiek nie jest materią. Człowiek ma ciało, ale nie jest ciałem. Jest duchem ucieleśnionym” - mówiła. Przypominała, że wszelkie życie pochodzi od Boga przez mężczyznę, a kobieta jest sanktuarium tego życia, które ma tylko jedno zadanie: strzec tego życia.

Dr Półtawska mówiła też o obowiązku bronienia świętości życia i o tym, że ta obrona powinna być świadomym i konsekwentnym wyborem każdego człowieka. „Wybór, to nie: że coś sobie wziąłeś, ale: że coś musisz zostawić. (…) Życie chrześcijanina jest ciągłą ascezą” - przekonywała, zwracając uwagę, że Sakrament Bierzmowania niesie ze sobą konsekwencje takiego wyboru, które wyrażają się m.in. w przyjmowanych postawach i bronionych wartościach. Zwróciła też uwagę na trudności młodzieży w konsekwentnym podążaniu za dokonywanymi wyborami. „Młodzież rezygnuje dziś zupełnie z wolnej woli, bo wygodniej jest nie wiedzieć, nie umieć, nie rozumieć i zrzucić winę na trudne dzieciństwo i rodziców” - mówiła, dodając, za św. Janem Pawłem II, że jedynym zadaniem młodego człowieka powinno być świadome dążenie do świętości. Wielokrotnie podkreślała też, żemłodzi ludzie nie używają dziś rozumu, wolnej woli i sumienia i, że żyją w czasach, w których etyka została wyparta przez technikę.

„Masz być święty, wszyscy macie być święci. I ta książka ma pójść do wszystkich maturzystów, bo oni są w tym wieku, kiedy wydaje się, że już wszystko można” - podsumowała, zachęcając do lektury zbioru wykładów, wydanych pod wspólnym tytułem „Genealogia divina. Boże pochodzenie człowieka”.

„Nie chodzi o czytanie. Chodzi o przyjęcie poglądów, które tam są zawarte. W tej książce zawarta jest nauka personalizmu, pewnego filozofa, a konkretnie: świętego filozofa Karola Wojtyły” - zachęcała.

„Genealogia divina. Boże pochodzenie człowieka”, to zbiór wykładów dr. Wandy Półtawskiej wygłoszonych głównie w roku akademickim 2012/2013 dla słuchaczy bielskiego oddziału Instytutu Teologii Rodziny, założonego przy krakowskiej kurii przez ówczesnego bp. Karola Wojtyłę. Na publikację składają się wykłady nt. kobiety i mężczyzny, małżeństwa i rodziny, a także wykłady o tematyce uzupełniającej. Publikacja ukazała się nakładem wydawnictwa Edycja św. Pawła.

Wanda Półtawska z d. Wojtasik urodziła się 2 listopada 1921 r. w Lublinie. W młodości, podczas II wojny światowej była więźniem obozu koncentracyjnym w Ravensbrück. Po zakończeniu wojny rozpoczęła studia medyczne. Jest doktorem nauk medycznych oraz specjalistką w dziedzinie psychiatrii juwenilnej, profesorem Papieskiej Akademii Teologicznej i znaną obrończynią życia. Przez kilkadziesiąt lat przyjaźniła się i współpracowała z Karolem Wojtyłą, począwszy od czasów, gdy był on krakowskim duszpasterzem. Odznaczona m.in. Orderem Orła Białego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Irlandia: referendum aborcyjne – pełna mobilizacja zwolenników i przeciwników

2018-05-24 16:10

pb, kg (KAI/Vaticannews), it (KAI Częstochowa) / Dublin

W piątek 25 maja – na trzy miesiące przed podróżą Franciszka do Irlandii – 3,2 mln obywateli tego wyspiarskiego państwa ma się wypowiedzieć w referendum, czy aborcja będzie tam dopuszczalna czy pozostanie zakazana. Ściślej mówiąc chodzi o los 8. poprawki do tamtejszej konstytucji, zabraniającej tzw. przerywania ciąży. Usunięcie jej umożliwi dokonywanie aborcji w szerokim zakresie. Od wielu tygodni zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy „zabiegów” publicznie i na różne sposoby, m.in. za pomocą wieców i kampanii w mediach, propagują swe punkty widzenia.

EPA

Wspomnianą ósmą poprawkę wprowadzono w 1983 też w wyniku referendum, w którym poparło ją 63 proc. głosujących. W 1992 irlandzki Sąd Najwyższy wniósł jeden wyjątek od zakazu aborcji: bezpośrednie zagrożenie życia matki, potwierdzone przez dwóch lekarzy. W styczniu br. rząd Leo Varadkara postanowił rozpisać referendum ws. pozostawienia lub zniesienia poprawki.

Kościół katolicki, podobnie zresztą jak inne wyznania i religie, wzywa z całą mocą do obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci i tym samym do odrzucenia wszelkich prób legalizacji aborcji. Arcybiskup Dublina Diarmuid Martin ostrzegł, że usunięcie prawnej ochrony życia z konstytucji będzie dla Irlandii nieodwracalną zmianą. „Chodzi nie tylko o przyzwolenie na ograniczony dostęp do aborcji pod pewnymi warunkami, ale też o rezygnację z kultury życia i o radykalną zmianę w życiu naszego kraju” – oświadczył prymas Irlandii.

Na jego prośbę w stołecznych parafiach odbyły się adoracje Najświętszego Sakramentu w intencji obrony życia a w niedzielę `13 bm. na wszystkich Mszach czytano jego list-prośbę o odrzucenie rządowego projektu legalizacji aborcji.

Osobny apel wystosował też prymas całej Irlandii, arcybiskup Armaghu – Eamon Martin. Poprosił, aby przed oddaniem głosu pomyśleć zarówno o matce, jak i o dziecku, których chroni obecnie konstytucja. „Życie każdego z nich jest cenne, zasługuje na miłość i ochronę przed tragedią nieodwracalnej decyzji o aborcji” – napisał abp Martin.

W wypowiedzi dla Radia Watykańskiego podkreślił on, że „ta sprawa zjednoczyła wiernych różnych tradycji chrześcijańskich w poczuciu, że każde ludzkie życie jest święte”. Zwrócił uwagę, że ta konkretna kwestia nie ma charakteru czysto katolickiego czy chrześcijańskiego. „Tę prawdę, że każde życie ludzkie jest ważne, a niewinne ludzkie życie zawsze powinno być chronione, podzielają ludzie wszystkich religii, a także niewierzący. Wynika to z naszej ludzkiej natury. Widzimy zatem, że ukształtowała się bardzo szeroka koalicja w obronie życia, łącząca ludzi, zaniepokojonych piątkowym referendum” – dodał prymas całej Irlandii.

Na ulicach miast i miasteczek w całym kraju pojawiły się dziesiątki tysięcy plakatów, billboardów i wpinki na odzieży. W sobotę 19 maja w marszu pod hasłem „Kochaj Oboje” (Love Both) wzięło udział kilka tysięcy osób, jego organizatorzy zachęcali Irlandczyków do dania z siebie wszystkiego, by bronić Ósmej Poprawki.

W rozmowie z Radiem Watykańskim Robert Nugent z ruchu Pro Life Ireland powiedział, że sondaże przedreferendalne wskazują na pewną przewagę zwolenników aborcji, nie pozwalają jednak przewidzieć, jaki będzie ostateczny wynik głosowania. Oznajmił, że z ich strony w kampanię jest zaangażowanych 8 tysięcy osób. „Poza Dublinem widzimy, że około 60 proc. będzie głosowało na «nie». Jest to bardzo silny ruch pro-life poza stolicą. W Dublinie natomiast szacujemy, że będzie to około 45 proc. na «nie», ale wciąż wkładamy dużo wysiłku w kampanię” – oświadczył Nugent. Zaznaczył, że walka jest bardzo trudna, gdyż środki przekazu, rząd i np. Amnesty International nawołują do głosowania na «tak».

Zauważył, że „w pytaniach o tak czy nie, ze względów psychologicznych zwykle wygrywa «tak»”. Dlatego obrońcy życia wiele czasu poświęcają na przekonywanie ludzi o faktach i że nie można opierać prawa na wyjątkach. „Nie możemy pozwolić, żeby trudne przypadki ciążowe, które są mniejszością, usunęły z Konstytucji prawo do życia dla każdego poczętego dziecka. Dlatego proszę radiosłuchaczy, żeby zachowali Irlandię w swoich myślach i modlitwach, jest to trudny czas dla praw człowieka. Kiedy raz się je usunie, bardzo ciężko jest je przywrócić” – oświadczył rozmówca rozgłośni papieskiej.

W modlitwę o pomyślny wynik referendum w Irlandii włączyła się też Jasna Góra. W tej intencji w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej 24 bm. wieczorem zostanie odmówiony różaniec i Apel Jasnogórski. „Podejmujemy to wyzwanie modlitewne, bo czujemy wielką odpowiedzialność za każde życie” – powiedział przeor częstochowskiego klasztoru o. Marian Waligóra. Wyjaśnił, że „jest to nasza odpowiedź na apel w obronie życia. Razem możemy więcej, wspólnotowa modlitwa ma wielką moc”. Wyraził przy tym nadzieję, że „ta nasza modlitwa będzie wsparciem dla narodu irlandzkiego”.

Przypomniał ponadto, że obrona życia to sprawa nie tylko ludzi wierzących, ale „wykracza poza nasze ramy światopoglądowe i dotyczy w ogóle ludzkości, troski o drugiego człowieka, a szczególnie tego, który sam o swoje prawa zadbać nie może”. Przeor zauważył też, że Jasna Góra jest miejscem obrony życia. „Maryja jest Matką Życia, życia którym jest dla nas Chrystus. W Niej widzimy wzór troski o życie i to jest najpoważniejszy powód, by iść za wzorem Matki Bożej” – powiedział paulin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem