Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Leśna

Duchowa adopcja kapłanów

2018-05-02 09:46

AK
Edycja legnicka 18/2018, str. V


Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało…”. W Leśnej parafianie wraz z inicjatorami akcji „Adopcja księży” ks. Arturem Kotrysem oraz ks. prob. Grzegorzem Niwczykiem w Niedzielę Dobrego Pasterza uświadamiali wiernym, jak ogromna jest potrzeba modlitwy o powołania oraz za powołanych do kapłaństwa, życia zakonnego oraz misyjnego. W odpowiedzi na Jezusowe wezwanie: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo”, parafianie podjęli duchową adopcję młodych ludzi, którzy stają przed wyborem drogi życia. Bywa, że w sercu młodego człowieka rozbrzmiewa wołanie Jezusa: „Pójdź za Mną”. Adopcja modlitewna ma pomóc młodym właśnie przez modlitwę, ale i świadectwo ludzi dojrzałej wiary, w pójściu za głosem Jezusa. Obejmuje ona również tych, którzy już kroczą na drodze duszpasterskiej.

Materialnym znakiem włączenia się w to dzieło jest „Dowód adopcji”. Kto go przyjmuje, może czuć się dumnym z tego, że przyczynia się do poruszenia serc młodych ludzi, by służyli Bogu, jako kapłani czy siostry zakonne.

– Ilekroć spoglądam na ten znak, sięgam po różaniec i modlę się za młodych kleryków, ale i za kapłanów, którzy w tych trudnych czasach ewangelizują ludzi ochrzczonych będących daleko od Kościoła – mówi Jacek.

Reklama

Duchowa adopcja ma również obejmować rodziny, które jako domowe Kościoły, stają się kolebką wychowania młodych kapłanów oraz sióstr zakonnych. Większość kapłanów dziękuje za dar powołania właśnie rodzicom, ale również świadkom, którymi są wspaniali kapłani pracujący w parafiach, którzy swoim przykładem modlitwy, człowieczeństwa pokazują piękny dar powołania.

– To nie jest moja pierwsza taka inicjatywa – mówi ks. Artur. – Zapoczątkowałem ją z ks. Andrzejem Jarosiewiczem, gdy posługiwałem w bolesławieckiej bazylice maryjnej. Wiem, że i tam wiele osób się modli ze swoimi duszpasterzami o powołania i za powołanych. Wielu kapłanom oraz wielu wiernym leży na sercu modlitwa za młodych i bardzo dobrze, bo ona jest potrzebna. My, kapłani z Leśnej – ale myślę że każdy kapłan – dziękujemy każdej osobie za takie modlitewne wsparcie.

Tagi:
modlitwa adopcja kapłani

Cud miłości

2018-08-02 08:45

Wysłuchała Małgorzata Czekaj
Edycja małopolska 31/2018, str. 7

Choć nie było nam dane poczęcie w sposób fizyczny, w naszych sercach rozkwitła miłość dzięki łasce i namacalnemu działaniu Pana Boga – mówią Jola i Piotr, rodzice adopcyjni z Myślenic

©Christin Lola - stock.adobe.com

Mamy trójkę wspaniałych, uzdolnionych, mądrych dzieci, które kochamy z wzajemnością. Trzy lata temu adoptowaliśmy wiarę lat 8, nadzieję lat 6 i miłość lat 5. Nie wiem, czy gdyby dane mi było być biologiczną matką, doświadczałabym tak intensywnie wszelkich macierzyńskich uczuć za każdym razem, gdy słyszę: „Kocham cię, mamo”, wypowiadane przez moje córki i syna z całą wdzięcznością i czułością ich serc. Chcemy z mężem także przekazać, że nie należy się bać adopcji starszych dzieci.

Początki

Nigdy nie buntowałam się ani nie miałam pretensji do Pana Boga o to, że nie mamy dzieci. Starałam się zrozumieć, po co się to dzieje i jaki jest tego sens. Dziś wiem. Najtrafniej streściła to moja średnia córka, która pewnego dnia powiedziała: „Mamo, dziękuję ci, że nas adoptowałaś. Bez was nie byłoby nas, a bez nas nie byłoby was”. Adopcja była wspólną decyzją, nie musieliśmy się zbyt długo zastanawiać. Jednak gdy pojechaliśmy na pierwsze spotkanie w jednym z ośrodków w Krakowie, wszystko było jakby przeciw; spóźniliśmy się, długo szukaliśmy miejsca na parkingu, musieliśmy daleko iść, rozpadało się, a sama rozmowa w ośrodku skończyła się na kilku zdawkowych pytaniach.

Potrzeba było jeszcze paru lat, aby powrócić do tematu. Mąż zapytał: „Może byśmy wypełnili dokumenty?”. Odpowiedziałam: „Dobrze, ale nie tam”. Jestem mu wdzięczna za to, że przez cały ten czas nie naciskał, nie było w nas też żadnej presji, że to musi być tamto miejsce. W tym czasie poznałam kilka osób, które adoptowały dzieci z ośrodka w Żmiącej k. Limanowej. I w ten sposób trafiliśmy na ul. Rajską w Krakowie [w tym miejscu mieści się Dzieło Pomocy Dzieciom Fundacja Ruperta Mayera, która wspiera ośrodek adopcyjny w Żmiącej – przyp. red.]. Od początku czuliśmy się tam bardzo dobrze.

Wizyta

Dokumenty, których nie byliśmy w stanie wypełnić dla poprzedniego ośrodka przez dwa lata (m.in. trudnego do napisania życiorysu), na Rajską dostarczyliśmy w ciągu tygodnia. Od czasu wstępnej rozmowy do wizyty pani z ośrodka w naszym domu minęło pół roku, jednak nie mieliśmy wątpliwości, że dobrze trafiliśmy. Gdy ujrzeliśmy zbliżającą się pracownicę z ośrodka, mąż spontanicznie zawołał: „Św. Józefie, miej nas w swojej opiece!”. Jakby nie było, Józef to przecież rodzic adopcyjny. Nie mamy wątpliwości, że wysłuchał tej prostej modlitwy.

Wizyta jest standardowa i potrzebna, aby przed podjęciem decyzji sprawdzić np. warunki panujące w domu oraz predyspozycje finansowe małżeństwa. Dostaliśmy zielone światło. Rozpoczęliśmy dwumiesięczne szkolenie w Żmiącej, składające się z warsztatów ze specjalistami (m.in. z psychologiem, prawnikiem) oraz spotkań z dziećmi. Te ostatnie są bardzo ważne. W procesie adopcyjnym jest to czas, w którym weryfikuje się pragnienie bycia rodzicem z konkretną rzeczywistością. Zdarza się, że niektórzy na tym etapie rezygnują. Pamiętam, że podczas jednej z rozmów psycholog zapytał nas: „Czy państwo się czegoś boją?”. Odpowiedzieliśmy, że nie. Jakże moglibyśmy się bać? Przecież gdybyśmy mieli swoje biologiczne dzieci, nie moglibyśmy się ich bać! Miałam ogromne pragnienie bycia matką, dania swojego serca, usłyszenia, że ktoś mówi mi „mamo”. Gdy jest pragnienie miłości, nie ma miejsca na lęk.

Decyzja

Nadszedł wreszcie dzień oficjalnego zakończenia szkolenia. Był 8 grudnia, uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, godz. 11.30. Zbliżała się Godzina Łaski. Podczas rozmowy z komisją, która wydała pozytywną opinię, pani dyrektor (choć zwykle się nie zdarza, żeby od razu po szkoleniu padła propozycja adopcji) powiedziała nam: „Chcecie mieć dwójkę? ...My mamy trójkę”. Zabrakło nam tchu. Byliśmy zaskoczeni, że tak szybko, że trójka… Jak wszystko zorganizować, zaplanować? Ale już po chwili oboje wiedzieliśmy, że nie powiemy „nie”. Gdy wyszliśmy z Rajskiej, swoje kroki skierowaliśmy do najbliższego kościoła. Modliłam się i płakałam. Już wtedy, w kościele, wiedzieliśmy, że chcemy być dla tych dzieci rodzicami.

Na drugi dzień zadzwoniliśmy do ośrodka i potwierdziliśmy swoją decyzję. Zaczęły się weekendowe spotkania z dziećmi, trwające od grudnia do kwietnia. Najpierw my jeździliśmy do Żmiącej, potem dzieci do nas, do Myślenic. Zdobywaliśmy ich miłość krok po kroku. Staraliśmy się zachęcić je do wspólnej pracy i zabawy. Przywoziliśmy zabawki do sklejania, zestawy do szycia, chodziliśmy na wspólne spacery. Mnóstwo innych rzeczy robiliśmy razem. 1 maja, w święto Józefa Rzemieślnika, otrzymaliśmy zgodę na preadopcję. Oznaczała ona, że dzieci mogą z nami zostać przez miesiąc. Odbyła się wówczas uroczysta ceremonia, podczas której oficjalnie pracownicy ośrodka przekazują wychowanków pod opiekę rodziców. Była to bardzo wzruszająca chwila. Radości nie było końca. Cieszyliśmy się, że nie musimy w niedzielę wracać do ośrodka, że się wreszcie wyśpimy! Atmosferę w ośrodku oboje z mężem wspominamy jako rodzinną, życzliwą, ciepłą, a to za sprawą dyrektorów, Katarzyny i Jana Maderów. Jesteśmy wdzięczni także wychowawcom w ośrodku w Żmiącej. Oni zasiali ziarno, które my pielęgnujemy.

Rodzina

Rodzicom adopcyjnym tak samo jak biologicznym przysługuje urlop macierzyński i tacierzyński. W czasie preadopcji wykorzystaliśmy więc swoje, żeby jak najwięcej być razem. Wkrótce, 6 czerwca, podczas rozprawy adopcyjnej zostaliśmy – już w majestacie prawa – rodziną. Dzieci otrzymały nową tożsamość: wszystkie dane i dokumenty. W naszym życiu rozpoczął się etap bycia rodziną. Mamy wspólne pasje: gotowanie, śpiewanie, sklejanie modeli. To okazja, żeby spędzić z dziećmi czas, porozmawiać, lepiej się poznać. To bardzo ważne. Czasami, gdy patrzę na córki, wiem, co się w nich dzieje, a one wiedzą, co myślę ja. Kiedy kładziemy dzieci spać, zawsze rozmawiamy z nimi o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. Wtedy wychodzą na jaw sekrety i problemy, a dzieci kładą się z poczuciem, że nie są same, ale mają rodziców, którzy pomagają im nieść ciężar codzienności.

I u nas zdarza się, że ktoś zrobi coś niewłaściwego, a to odburknie, zdenerwuje się albo pokłóci. Wychowując, staramy się jak najwięcej rozmawiać, a gdy dzieci popełnią błąd, wyciągamy konsekwencję. Jesteśmy po to, aby pokazywać drogę, wspierać i towarzyszyć; dzieci same dokonują wyborów. Współpracują z nami wspaniale. Raz syn, gdy coś przeskrobał, sam powiedział do mnie: „Mamo, potrzebuję konsekwencji. Pomóż mi stać się dobrym człowiekiem”. Na naszym przykładzie widać, że starsze dzieci można adoptować i, obdarowując mądrą miłością, „lepić” z nich wspaniałych ludzi. One są naprawdę dobrą gliną. To, co nas spotkało, jest cudem i dowodem na istnienie Boga. Nie oznacza to, że wszystko idzie „gładko”. Na tej drodze są, oczywiście, góry, ale to są góry, z których zawsze widać szczyt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Prymas Polski: niepodległa Polska to nie mury i zasieki, ale dłonie wyciągnięte w geście przebaczenia

2018-08-19 15:06

bgk / Inowrocław (KAI)

„Polska niepodległa to nie mury i zasieki wznoszone z lęku czy nienawiści, ale dłonie wyciągnięte w geście przebaczenia i miłości, jedni ku drugim” – mówił dziś w Inowrocławiu abp Wojciech Polak przypominając za św. Janem Pawłem II, że polskość to w istocie „wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przewodniczył Mszy św. w inowrocławskim kościele pw. Świętego Ducha, gdzie od soboty gości „Mobilna Ambasada Niepodległej”. Specjalny ambulans Caritas od kilku miesięcy przemierza Polskę, promując działania organizacji oraz zachęcając do wspólnego świętowania jubileuszu niepodległości Polski. Projekt – jak przyznał błogosławiąc dzieło papież Franciszek – uwrażliwia też na problemy najbiedniejszych, promuje wolontariat i niesie pomoc prześladowanym w Syrii.

Świadectw ekipy Caritas, w której jest także Syryjczyk, inowrocławscy parafianie mieli okazję wysłuchać podczas każdej niedzielnej Mszy św. Przed południem modlił się z nimi także Prymas Polski abp Wojciech Polak, który nawiązując do słów papieża Franciszka przypomniał, że udział w Eucharystii zobowiązuje do naśladowania Jezusa, do przejęcia jego stylu myślenia i działania, a więc także do troski o ubogich i potrzebujących, w których mamy Go przecież rozpoznawać.

„Udział w Eucharystii zobowiązuje do pomocy innym, a zwłaszcza ubogim, ucząc nas przechodzenia od Ciała Chrystusa do ciała braci, gdzie oczekuje, że Go rozpoznamy, będziemy Jemu usługiwali, oddawali cześć i miłowali” – wskazał za Franciszkiem Prymas.

„Udział w Eucharystii – mówił dalej – zobowiązuje nas, wierzących, abyśmy nie zajmowali się kwestią uchodźców i migrantów, ale przychodzili im konkretnie z pomocą. Ma nam otwierać serca na tych, którzy cierpią i potrzebują pomocy, byśmy byli z nimi na modlitwie, ale i w konkretnie wyciągniętej do pomocy dłoni. To nie lęk czy strach ma nami kierować, ale miłość Chrystusa” – podkreślił abp Polak.

Metropolita gnieźnieński nawiązał też do świętowanej w tym roku 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, o której „Mobilna Ambasada Caritas” przypomina. Jak stwierdził, w 100-lecie niepodległości musimy sobie ze szczególną mocą za św. Janem Pawłem II powtarzać, że Polska wolna, Polska niepodległa, że polskość „to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”.

„Niepodległa Polska to nie mury i zasieki, wznoszone z lęku czy nienawiści, ale dłonie wyciągnięte w geście przebaczenia i miłości, jedni ku drugim” – dopowiedział Prymas kończąc homilię wskazaniem św. Pawła Apostoła z czytanego dziś Listu do Efezjan, aby wyzyskać chwilę sposobną, postępować jak mądrzy i za wszystko zawsze dziękować Bogu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo: trzeba prosić Jezusa o dar powołań

2018-08-20 17:29

ks. mf / Gorzków-Trzebniów (KAI)

Trzeba prosić Jezusa o dar powołań. Kościół jest Chrystusowy, nie mój i nie twój, choć mówimy, że jest nasz – mówił w homilii 20 sierpnia abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który przewodniczył Mszy św. w parafii św. Jana Berchmansa w Gorzkowie-Trzebniowie na zakończenie „Modlitwy serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”, która odbywała się w archidiecezji częstochowskiej w dniach 16 lipca – 20 sierpnia.

Beata Pieczykura/Niedziela

W tej akcji duszpasterskiej wzięło ponad 200 kapłanów, którzy przez 36 dni przeszli 1300 kilometrów. Każdego dnia w innym dekanacie kapłani pieszo pielgrzymowali od parafii do parafii, modląc się i poszcząc w intencji powołań kapłańskich. Pielgrzymowaniu towarzyszył drewniany krzyż z napisem „Jezus: szukam właśnie Ciebie” oraz relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, św. Jana Pawła II.

„To wszystko uczyniliśmy dla Jezusa Chrystusa, Jedynego Odkupiciela człowieka. Nie chcieliśmy używać nadzwyczajnych środków, tylko nasze pokorne modlitwy i obolałe stopy. Chcieliśmy również modlić się w pokorze za kapłanów, którzy już posługują i przepraszać Boga za to, że nie kochamy Go do końca. Za każde kapłańskie zaniedbanie i za każdy kapłański grzech. Chcieliśmy publicznie powiedzieć, że nie wstydzimy się pokutować” – mówił na początku Mszy św. ks. prał. Marian Duda.

W homilii abp Depo nawiązując do tekstu Ewangelii podkreślił, że „są w życiu człowieka takie pytania, na które odpowiedź wymaga wiary, ale zarazem bliskości tego, komu je zadajemy. Tak jest z dzisiejszymi pytaniami młodzieńca i Jezusa”.

- Pytanie młodzieńca: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” wskazuje na odwieczne pragnienie człowieka, aby żyć pomimo przemijania. Pomimo różnych hierarchii wartości w tym życiu. Młodzieniec odważył się zapytać Chrystusa i to był dobry krok w kierunku spełnienia swojego życia – mówił abp Depo.

- Jezus swoją miłością dał odpowiedź. Oczywiście tę ostateczną wyraził poprzez tajemnicę krzyża na Golgocie i tajemnicę zmartwychwstania, zwycięstwa nad grzechem i śmiercią – dodał metropolita częstochowski.

Arcybiskup zaznaczył, że trzej ewangeliści opisują zdarzenie spotkania młodzieńca z Jezusem, ale każdy nieco inaczej. - W Ewangelii św. Marka mamy napisane, że Jezus spojrzał na niego z miłością. I oczekiwał odpowiedzi. A on odszedł zasmucony. Św. Łukasz zapisze, że był to pewien dostojnik, który już coś osiągnął. Jezus młodzieńcowi powiedział: „Jednego ci brakuje. Pójdź za Mną !” – podkreślił arcybiskup.

- Tajemnica powołań, która jest inicjatywą samego Boga jest związana z wiarą konkretnego człowieka, który będąc wolny daje odpowiedź: „Oto jestem. Przecież mnie wołałeś” lub „odchodzę zasmucony, wybacz zbyt wiele tracę” – kontynuował arcybiskup i dodał: „Pan Bóg powołuje, ale człowiek może odmówić Mu nie tylko pójścia za Nim, ale miejsca w sobie”.

- Dziękujemy dzisiaj Bogu za ten dar modlitwy serc i stóp kapłańskich. Kapłaństwo jest tajemnicą Serca Jezusowego i to ono wzywa, ale czeka na odpowiedź serca człowieka. Obok wolności człowieka, który spełnia przykazania i jest po ludzku dobry, dla Kościoła największym zagrożeniem nie jest ostatecznie niedostatek kapłanów, ale grzech, który się rozlewa dzisiaj jak fala – kontynuował metropolita częstochowski i za św. Janem Pawłem II przypomniał: „Najbardziej zagraża nam grzech, który udaje dobro i kłamstwo, które udaje prawdę”.

- Niestety dzisiaj zło tak się upowszechniło, że staje się normą. I dlatego tak trudno jest podejmować wymagania, które zawsze są większym darem z siebie samego. Trudno się pocieszać, że we Francji w ponad 60 proc. diecezji nie wyświęcono w tym roku żadnego kapłana, a w Irlandii zamknięto już osiem seminariów – mówił abp Depo.

- Największym niebezpieczeństwem jest zakłamanie i uśpienie sumień, chociażby w sprawie głoszenia Ewangelii, a nie własnych teorii na kazaniach, czy na katechezie dzisiaj płatnej – podkreślił arcybiskup.

Hierarcha przypomniał, że „kapłaństwo spełnia się również w szafarstwie sakramentalnym”. - Stąd pytanie dla nas wszystkich i każdego z osobna. Jak przeżywam Eucharystię. Czym ona dla mnie jest? – kontynuował arcybiskup i pytał: „Czy jest życiem, czy jest obowiązkiem?”.

- Czy Kościół jest własnością ludzi i konkretnych wspólnot, czy Jezusa? Trzeba prosić Jezusa o dar powołań. Kościół jest Chrystusowy, nie mój i nie twój, choć mówimy, że jest nasz. I bramy piekielne Go nie przemogą, bo fundamentem jest Chrystus. Patrzmy na Jezusa. To jest warunek rozwoju Kościoła i odnowy Jego życia – wskazał abp Depo.

- Kłopoty pojawiają się wówczas, gdy wzrok nie jest skierowany ku Chrystusowi. Gdy wzrok gdzieś umyka, a obiektem kontemplacji staje się ktoś lub coś innego od Chrystusa. Jeśli nie będziemy patrzeć na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. Jeśli nie będziemy prosić pośrednictwa szczególnego Jego Matki i wszystkich świętych patronów, to będziemy się gubić na drogach życia i Kościoła – przestrzegł arcybiskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem